Uwaga, otwiera nowe okno. PDFDrukujEmail



Jacek Grzybowski

Religia jako więź – zwodnicza nadzieja polityki

  • język publikacji: polski


Streszczenie

Polityka jest z jednej strony próbą realizacji jakiegoś dobra, pragnieniem urzeczywistnienia założonych celów, z drugiej zaś – jak mówi Max Weber – jednoczesną próbą uniknięcia określonego zła. Jeśli w określaniu polityczności pojawia się pojęcie dobra i zła, celu i pragnień, to polityczność obejmuje także sfery pozapolityczne – kulturę, aksjologię, religię. Oznacza to, że w politykę wpisany jest nie tyle dyskurs formalno-proceduralny, ile raczej etyczno-aksjologiczny. Wynika to oczywiście z samej próby zdefiniowania polityki nie jako technokratycznej struktury, lecz jako relacji. We współczesnych próbach ujęcia polityki nie można jednocześnie zapomnieć, przekonuje Mark Lilla, że od kilkudziesięciu lat żyjemy świadomi wielkiej i ostatecznej separacji, jaka dokonała się na Zachodzie Europy pomiędzy życiem politycznym a religijnym.

Uprzytomnienie sobie tego wyznacza obowiązujące dziś (zaznaczmy: w większości krajów europejskich), przekonanie o zdobyczy jaką jest oddzielenie polityki od wpływów religii. Dla wielu myślicieli i polityków jest to niekwestionowany sukces, z którego Zachód uczy się korzystać, jednocześnie przysposabiając do tak rozumianej separacji inne regiony świata. Pragnienie rozdziału religii od polityki zostało w znacznej mierze spełnione, ale jego skutkiem jest nie tyle zdobycz sekularyzacji, ile fakt, że polityka, a nie religia, bierze na siebie odpowiedzialność za przestrzeń, w której do tej pory w naszym kręgu cywilizacyjnym, dominowała narracja chrześcijańska. W tej sytuacji to kultura i szeroko pojęta polityka stają przed próbą zebrania ludzi wokół jakiejś idei. Wynika to z oczywistego faktu, iż każda ze wspólnot, tym bardziej polityczna, musi realizować jakoś zdefiniowane dobro (wartości). Tym samym oznacza to, iż w żadnym społeczeństwie (jakkolwiek paradoksalnie to brzmi) nie da się zrealizować polityki bez „religii”, czyli bez odniesień społecznych zakotwiczonych w argumentach na rzecz więzi. A zatem polityka staje się swoistym urzeczywistnieniem wartości, aksjologicznych zachowań i reguł. Konsekwencją tego jest przekonanie, że dla wielu ludzi to relacje społeczne i polityczne, a nie religia stały się niejako „duszą” współczesnego, wielokulturowego i wielowątkowego świata. Jednak gdy nowożytni uczeni wyłączyli Boga i religię z debaty politycznej, a później postmoderniści zdekonstruowali prawdziwościowe uprawnienia ludzkiego rozumu, okazało się, iż jeśli nie ma odniesienia do czegoś transcendentnego, pytanie o prawdę pozostaje nieugruntowane. Zostajemy wrzuceni we wszechświat, w którym każde orzekanie o tym co jest prawdziwe lub fałszywe, dobre bądź złe, staje się bezpodstawne, ponieważ nie ma żadnej obiektywnej miary do której można by przyłożyć oceniane wzory zachowań. Niemożność odniesienia się do hierarchicznie uporządkowanej prawdy o rzeczywistości ma jako jedno z możliwych następstw – bezbronność człowieka wobec fantomów jego umysłu. Religia zapewnia przynajmniej świat obdarzony znaczeniem. Gdyby powiódł się projekt całkowitej sekularyzacji sfery publicznej bądź uwewnętrzniania religii, tak, że jej prerogatywy stałyby się immanentnymi składowymi kultury i polityki, i były przez nie animowane, oznaczałoby to koniec doświadczenia polityki, tak jak rozumiano ją od początku tworzenia się etosu europejskiego. Pozostałoby administrowanie, wewnętrzna gra interesów, lub prosta przemoc.